|
wiadomości Zakopane
05.06.2007r. Halny to według Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej...
Halny to według Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej „silny, porywisty wiatr południowy, typu fenowego, wiejący na Podhalu w różnych porach roku, najczęściej wiosną i na jesieni. W zasadzie dość rzadko sięga poza linię Witów-Ciche-Bukowina Tatrzańska, ale jego wpływ daje się czasem odczuć aż w Krakowie".
Tym razem halny powiał od północy, z Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, poprzez Kraków, przynosząc pod Giewont wystawę, która jest zapisem „nieuchwytnych piękności" Tatr. W malarskiej wędrówce po Tatrach przewodnikami są różni artyści, tworzący w różnych epokach i odmiennych konwencjach, poczynając od pierwszego malarza tatrzańskiego, Jana Nepomucena Głowackiego poprzez Stanisława Witkiewicza, Leona Wyczółkowskiego, Wojciecha Weissa, Stefana Filipkiewicza, Stanisława Kamockiego aż po Andrzeja Wróblewskiego i Władysława Klamerusa.
Niemal 150 dzieł polskich malarzy, urzeczonych Tatrami, tworzących
w rozmaitych technikach (obrazy olejne, oleje, akwarele), jest znakomitą okazją do głębszego, twórczego przeżywania kontaktu z Tatrami - nawet wówczas, gdy jesteśmy od nich daleko. Pomocny w tym z pewnością będzie album, stanowiący zarazem katalog wystawy, autorstwa Anny Król - „Wiatr halny. „Krajowidoki"
i wrażania z Tatr w malarstwie polskim XIX i XX wieku".
Wystawa „Wiatr halny. Wrażenia i obrazy Tatr". Muzeum Tatrzańskie
im. Dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Galeria Sztuki im. W. i J. Kulczyckich, Koziniec 8. Wystawa przygotowana przez Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie. Idea, scenariusz i aranżacja plastyczna - Anna Król.
6 czerwca - 28 października 2007.
Stanisław Witkiewicz nie tylko malarsko przedstawił wręcz genialnie wiatr halny. Również jego opis literacki nie ma sobie równych w piśmiennictwie polskim.
(...) W nocy, wśród ślepej ciemności, zbudził nas nagły świst, brzęczenie szyb, trzeszczenie dachu i wycie pieców.
Zdawało się, że skrzydła olbrzymiego ptaka z szumem piór wielkich, jak masztowe sosny, uderzają o ściany chałupy, zmiatają łby świerków i znów gdzieś giną w bezdni czarnej nocy.
Wtedy na chwilę wszystko cichło - żeby nagle wybuchnąć z nową siłą szaleństwa i wściekłości.
W stronie zachodu, wśród czarnych chmur, ciemniał jeszcze czarniejszy płat nieba, na którym ostro migotały płomyki gwiazd, jak gdyby chwiejąc się od podmuchów wiatru.
Grał on najrozmaitszymi głosami. Dudnił po dranicach dachu, jak gdyby jakieś bose stopy tańczyły tam zapamiętale, świstał i jęczał w konarach świerków, furkotał, roztrącając się o ściany chałupy, a w przerwach jego podmuchów groźnie ryczał
i bełkotał wezbrany ulewą potok.
Znużeni w końcu nasłuchiwaniem tej dziwnej muzyki, usnęliśmy i nie obudziliśmy się aż blisko południa, powitani tym samym świstem i szumem.
(...) Chwilami wszystko cichło. Świerki się prostowały, chmury ustawały w locie i z wolna wznosiły się w górę, odsłaniając ponad reglami szkarpy i szczerby skał szarych...
Lecz w tej chwili nowy podmuch wichru porywał je, strącał na dół, kłębił, szamotał, bił o ziemię, ciskał o niebo, niszczył i szarpał z jakąś wariacką zapamiętałością.
(...) - Cóż to za wietrzysko? - pytaliśmy gazdę, który wsadziwszy w zanadrze ręce, patrzył na swoje smreki szarpane wichrem, kręcił głową i spluwał frasobliwie.
- Wiecie, panie, jako wam powiem - to je taki wiatr halny. Widzicie, jako biere chmury pod siebie? O! to je morowy wiatr.
źródło um zakopane
"tWWWoje Zakopane" - Poleć naszą gazetę znajomemu
|